noel przeżył pierwszy tydzień przerażającego semestru – taki ten semestr wydawał się jeszcze kilka tygodni temu – ale przeżył – ale nawet poradził sobie z tyloma godzinami szkoły i praca w tylu miejscach – kawa pojawiła się w menu dopiero w okolicach czwartku – i to mała – i bez energetyków – co noela cieszy

dziś powinien rozesłać zaległości do studentów – i zgłosić się na trzy konferencje – i przygotować wykład o staruszkach – ale praca nie pali mu się w rękach

zmienne jego nastroje – wypił kawę indyjską z kapsułki – zjadł paczkę prażynek i paczkę paluszków – wypił sok jeżyk – słucha jakiś wjazdów i zjazdów maxa richtera – pogoda za oknem zdecydowanie pochmurna – i dziękować jej że nie pada

zbiera się w nim jakaś bardziej generalna refleksja – w zasadzie mogłaby się w nim wypisać ta refleksja na temat jego obecnego życia – ale nie daje jej wiele szans – codzienne liczenie – codzienne udawanie – codzienne przeżywanie do wieczora i do ranka – i marzeń nieco mniej ale tylko czasowo – czekają na lepsze czasy – na wiosnę jego życia bieżącego – a wiosnę obiecuje sobie już po tych trzech literkach do nazwiska i po zakupie mieszkaniówki – gdy wszystko się poukłada – gdy nie będzie popędzania

gdy będzie w jego życiu pop